ANIMO MAGAZINE WYWIADY Z ARTYSTAMI FESTIWALU ANIMO


 

TEATRALNY PLAC ZABAW

Z Bencem Sarkadi, węgierskim mistrzem marionetek, rozmawiają Dominika Rusiecka i Marcelina Widz z ANIMO Magazine.

 

ANIMO MAGAZINE: Do mistrzostwa opanowałeś technikę animacji marionetkami. Co, z perspektywy czasu, zmieniło się w twojej pracy z tym rodzajem lalek?

BENCE SARKADI: Kiedy zacząłem pracę z marionetkami sznurkowymi w 1999, nie miałem pojęcia, że tak naprawdę niewiele ludzi na świecie pracuje z takim rodzajem lalek. Miałem to szczęście, że widziałem setki występów w przeróżnych stylach na przestrzeni lat. Obserwując niektóre spektakle, dostrzegłem jednak przepaść między opowiadaniem historii niewerbalnie a precyzyjną animacją. Wielu artystów pracujących z marionetkami dąży do opowiedzenia historii bez słów, ale tylko kilku z nich zadaje sobie trud, aby opanować swoją technikę do perfekcji — polegają na swoich umiejętnościach aktorskich zamiast na ruchach lalki. Inni pokazują wspaniałe umiejętności animacji lalkami, ale polegają głównie na słowach zawartych w swoich występach. Te obserwacje pomogły mi znaleźć własny styl. Łączę niewerbalnie przeprowadzoną narrację z wysokiej jakości animacją, żeby wydobyć z teatru ekspresyjną wolność i związać sztukę uliczną z medium „poważnego” lalkarstwa teatralnego. Te krzyżówki i połączenia są tym, co interesuje mnie w mojej pracy najbardziej.

A.M.: Czy czujesz się członkiem wspólnoty lalkarskiej, czy raczej outsiderem?

B.S.: Powiedziałbym, że oba. Definitywnie jestem outsiderem, bo pracuję sam, zawsze występuję solo i pozostaję bez żadnego zaplecza instytucjonalnego. Ale działam też jako członek społeczności, ponieważ jestem szczęściarzem, że mam wśród znajomych setki lalkarzy z całego świata, których regularnie widuję na festiwalach. Wymiana pomysłów i doświadczeń z tymi znajomymi jest niezwykle ważna i daje mi poczucie przynależności do społeczności.

A.M.: Dla publiczności, z którego kraju grało ci się najlepiej i dlaczego?

B.S.: Wydaje mi się, że najciekawsze doświadczenia mam z Indii, gdzie grałem na festiwalach organizowanych przez Indyjski Instytut Technologii, który jest uczelnią dla ludzi zupełnie innych niż ja (to znaczy dla techników, inżynierów, informatyków). Ich reakcje były niesamowite, zdawali się czerpać przyjemność z moich przedstawień jak żadna inna widownia na świecie.

A.M.: Czy jest jakiś festiwal, który szczególnie zapadł ci w pamięć?

B.S.: Jest kilka festiwali na świecie, które stały się dla mnie bardzo ważne. Jednym z nich jest Titirimundi Festival w Segowii w Hiszpanii, w jednym z najpiękniejszych miast na świecie. Tło dla spektakli jest nieziemskie i festiwal sam w sobie również jest niesamowity. Innym festiwalem bliskim mojemu sercu jest Buskers Bern w Szwajcarii. Śmiało można powiedzieć, że jest to najlepszy festiwal uliczny na świecie. Jest też Gandawa w Belgii, gdzie wygrałem swoją pierwszą nagrodę międzynarodową i gdzie przekonałem się, że mogę rzucić wszystko inne i skupić się na życiu lalkarza. W Gandawie byłem od tamtej pory pięć razy i mam nadzieję, że będą kolejne. Ale, bez wątpienia, nie ma festiwalu bliższego memu sercu niż ANIMO.

A.M.: Porozmawiajmy zatem o pierwszych edycjach festiwalu ANIMO, w których uczestniczyłeś. Masz z nimi jakieś konkretne wspomnienia?

B.S.: Moje pierwsze ANIMO było w 2013 roku. To i te w 2014 były najbardziej zapadające w pamięć, bo dosłownie odmieniły moje życie. Nie dość, że odnalazłem dom na jednym z najbardziej gościnnych i przyjaznych festiwali na świecie, to spotkałem miłość swojego życia w Kwidzynie i teraz jesteśmy prawdziwą rodziną ANIMO z dwójką małych polsko-węgierskich dzieciaczków, które wracają do domu festiwalowego każdego października.

A.M.: Z ogromną ciekawością przyglądamy się Twoim teatralnym działaniom. Czym jest Strings? Czy jest to projekt międzynarodowy?

B.S.: Ten film rzeczywiście był projektem międzynarodowym. Zdjęcia zostały zrobione półtora roku temu, ale potrzeba było całego tego czasu, żeby film opublikować. Odezwali się do mnie twórcy filmu ze Szwecji, Niemiec i Francji. Sam film nagłaśniał temat powrotów do pracy po chorobie nowotworowej. Główną postacią tej krótkometrażówki była lalka sznurkowa, a że film został wyprodukowany na Węgrzech, to było niemal pewne, że mnie odnajdą. Nigdy dotąd nie pracowałem z profesjonalną ekipą filmową i było to bardzo ekscytujące. Pracowałem również z moją niesamowitą znajomą, Austriaczką Karin Schäfer, która jest jedną z najlepszych twórczyń marionetek na świecie. Było to niezwykłe przeżycie i z chęcią podejmę się podobnych projektów w przyszłości.

A.M.: W październiku tego roku będziemy świętować 20-lecie ANIMO na scenie międzynarodowej. W związku z tym chcemy oddać głos przyjaciołom festiwalowym i każdemu z nich zadać pytanie: czym jest dla ciebie międzynarodowa wspólnota teatralna?

B.S.: Międzynarodowa społeczność teatralna jest moim życiem, pracą i placem zabaw. Tu właśnie poznaję ludzi, uczę się, rozwijam umiejętności, spotykam się ze starymi znajomymi i odnajduję nowe możliwości.

Theatrical playground

Dominika Rusiecka and Marcelina Widz from ANIMO Magazine interview Bence Sarkadi, the Hungarian master of marionettes.

ANIMO MAGAZINE: You have mastered your marionette animation technique. What differences have you noticed throughout the years in your approach to this kind of puppet? What has changed in your work with puppets?

BENCE SARKADI: When I started working with string marionettes in 1999, I had no idea that not too many people in the world work with string marionettes. I’ve been lucky enough to see hundreds of shows from all around the world in all kinds of styles throughout the years, and I’ve noticed that there was kind of a niche at the intersection of string puppetry and street art, where the best puppeteers were creating shows mainly for the theatre, while street performers, for the most part, did not strive to achieve a very high level of artistry in their manipulation. Another gap seemed to be between non-verbal storytelling and fine manipulation – a lot of marionette artists aim to tell stories without words, but few of them take the trouble to actually master their craft, relying on their own acting (facial expressions, movements) rather than on the movements of the puppet. Other marionette artists demonstrate excellent manipulation skills but rely heavily on the spoken word in their shows. These observations helped me find my own style where I aim to combine non-verbal storytelling with high-quality manipulation, and I try to bring the expressive freedom and interaction of street art to the medium of “serious” puppet theatre. These intersections and combinations are what interest me in my work.

A.M.: Do you feel that you are a part of the puppetry community, or more like an outsider?

B.S.: I would say I’m both. As someone working alone most of the time, and always performing solo, and as an artist without any institutional background, I’m definitely an outsider. But I’m also part of the community because I’m lucky enough to know hundreds of puppeteers from around the world, whom I regularly meet at festivals. The exchange of ideas and experiences with these colleagues is extremely important and gives me the feeling of belonging to a community.

A.M: For audiences from which country did you like playing most and why?

B.S.: I think my most interesting experience was in India, where I played at a festival organized by the Mumbai Institute of Technology, which is a university for people very different from me (that is, they are super technical, engineers, IT heads, etc.). And yet, the responses I got were incredible, and they seemed to enjoy my shows like no other audience in the world.

A.M.: Is there any festival that has been particularly memorable for you?

B.S.: There are a couple of festivals in the world that have become very important to me. One such place is the Titirimundi Festival in Segovia, Spain, which is held in one of the most beautiful cities in the world. The backdrop to the shows is just incredible, and the festival itself is also amazing. Another festival that is very close to my heart is in Switzerland, called Buskers Bern. This, I think, may be the best street festival in the world. Another important place is Ghent in Belgium, where I won my very first international award and where I felt the confirmation and conviction that I could drop everything else from my life and focus only on puppetry, because it would work out. I’ve been back to Ghent 5 times since then and hope to keep going back there again and again.

But there is, without any question, no festival dearer to my heart than Animo.

A.M.: Let’s talk about the first editions of ANIMO in which you participated. Do you have any remarkable memories of them?

B.S.: My first time at Animo was in 2013. This one, and the 2014 edition, were extra memorable for me because they literally changed my life. I not only found a home at one of the most welcoming and friendly festivals in the whole world, but I also found the love of my life in Kwidzyn, and now we’re a real Animo family with two little Polono-Hungaro kids who basically go home to Animo.

A.M.: We follow your theatrical endeavours with great curiosity. What is Strings? Is it an international project?

B.S.: If you’re referring to the film that recently came out, yes, this was an international project. The shooting itself was actually done 1,5 years ago, but it took all this time for the film to be published. I was approached by the Swedish, German and French creators of a film aiming at raising awareness about cancer and, specifically, getting back to work after dealing with cancer. The main character of this short film is a string puppet, and since the film was produced in Hungary, it was almost inevitable that they found me. I had never worked with a professional film crew like this before, and it was very exciting. I also worked together with an excellent colleague of mine, the Austrian Karin Schäfer, who is one of the top marionette artists in the world. All in all, this was a wonderful experience, and I’d be happy to take part in such projects in the future.

A.M.: This October, we will be celebrating 20 years of ANIMO on the international scene. With this in mind, we want to give the floor to our festival friends and ask each of them the question: What is the international theatre community to you?

B.S.: The international theatre community is my life, my work, my playground. It’s where I get to meet colleagues, where I can learn, develop my own skills, reconnect with my friends and find new opportunities.

Popularne posty